Wydawca treści Wydawca treści

Powrót

Jak znalazłem zawód marzeń? Wywiad z uczestnikiem projektu

Pracownik Centrum Kształcenia i Wychowania w Dobieszkowie: Masz dziś 25 lat, szkołę skończyłeś w wieku 19. Ilu od tego czasu miałeś pracodawców?

Marcin B.: Sześciu, może siedmiu. Aktualny jest chyba ósmy. I przy okazji moja druga umowa o pracę. Wcześniej tylko umowy zlecenia, ewentualnie o dzieło. Raz nawet nie dostałem umowy przez 3 miesiące pracy.

Pracownik CKiW: Każdy pracodawca z innej branży?

M. B.: W zasadzie tak. Mój tata namawiał mnie żebym po gimnazjum poszedł do technikum. Niestety wtedy nie posłuchałem go i wybrałem liceum ogólnokształcące. Podjąłem studia, ale już w pierwszym semestrze nawaliłem – wolałem towarzystwo kolegów, nie chodziłem na wykłady, omijałem ćwiczenia. Załapałem się do pracy w hipermarkecie. Pracowałem na dziale ze sprzętem sezonowym. Później tata namówił mnie do podjęcia pracy w sklepie u jego znajomych. Tam przepracowałem 2 lata. Dziś nazwałbym to raczej wyzyskiem niż pracą.

Pracownik CKiW: Niskie wynagrodzenie?

M. B.: Niska pensja, nadgodziny, umowa zlecenie, żadnych przywilejów. Postanowiłem zrobić sobie uprawnienia na wózki widłowe – w mojej okolicy jest dużo magazynów, a więc i sporo pracy dla magazynierów. Pracowałem w dwóch magazynach. Oczywiście zatrudnienie przez agencje pracy, żadnych profitów, dużo nocek. Mamiono mi oczy przejściem na umowę o pracę, ale w efekcie nic z tego nie wychodziło. Później pracowałem w ciekawym miejscu przy organizacji imprez integracyjnych. Zajmowałem się obsługą sauny, palenisk, grilla, baru. To była fajna praca, ale po sezonie ciężko było się utrzymać. Kolejny pracodawca nie dał mi umowy, mimo, że ciągle ją obiecywał. Po trzech miesiącach przestałem czekać i zarejestrowałem się w Urzędzie Pracy.

Pracownik CKiW: I tak trafiłeś do projektu „Równi na rynku pracy", realizowanego przez Centrum Kształcenia i Wychowania OHP w Dobieszkowie?

M.B.: Poniekąd. Szukałem alternatywy dla śmieciowych umów i sposobu na zdobycie zawodu. OHP reklamowało projekt, w którym można było skorzystać z doradztwa zawodowego, szkoleń komputerowych, przedsiębiorczości, języka i kursów zawodowych. Postanowiłem zrobić uprawnienia spawalnicze. Głównie na własne potrzeby. Teść miał starą spawarkę, którą czasami coś w domu spawał. Uznałem, że dobrze umieć to robić. Ale w głowie cały czas miałem plan, że to tylko tak dla siebie.

Pracownik CKiW: A okazało się, że chciałbyś zająć się tym zawodowo?

M.B.: Okazało się, że jestem w tym dobry. I to tak naprawdę dobry. Pierwszy raz w życiu spotkało mnie coś takiego. Na zajęciach praktycznych podczas kursu prowadzący, oglądając moją próbkę, zapytał kto mi ją zrobił? Gdy odpowiedziałem, że ja sam, to tylko się uśmiechnął i poradził żebym nie brał jej na egzamin komisyjny, bo Komisja i tak nie uwierzy, że spawając te kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin i nie zajmując się tym zawodowo zrobiłem to sam.

Pracownik CKiW: To musiało być przyjemne. Usłyszeć w twoim wieku, że robisz coś jak zawodowiec.

M.B.: Bardzo przyjemne i bardzo motywujące. Praktyki zacząłem na początku 2015 roku. Po sześciu miesiącach pracodawca zaproponował mi umowę na dwa lata. W maju tego roku dostałem podwyżkę i aneks do umowy, zmieniający okres trwania na czas nieokreślony. To dla mnie bardzo ważne. W zeszłym roku zostałem ojcem, mamy z żoną wiele planów na najbliższe lata. Takie warunki zatrudnienia dają mi komfort psychiczny i swoiste zabezpieczenie. Dodatkowo robię to, co lubię, w czym jestem dobry. Warto było szukać ponad 5 lat, żeby znaleźć się tu, gdzie jestem teraz.

Autor: Paulina Brzyska

Na zdjęciu: Marcin