Wydawca treści Wydawca treści

Powrót

Jak zostałam królową lumpexu w Niemczech

Magda Osmolińska hufiec pracy w Szczecinie ukończyła 10 lat temu. Uczyła się w szkole zawodowej na stanowisku sprzedawcy. Jako absolwentka zawodówki rozpoczęła kursy marketingu i sprzedaży oraz zarządzania własną firmą.

Magda to na co dzień uśmiechnięta i pogodna osoba, która wzięła sprawy w swoje ręce i założyła własny sklep z odzieżą używaną w Berlinie „Pełna Szafa –  Wardrobe – Voll Kleiderschrank”.

Zapraszamy na wywiad z Magdą, w którym zdradza, skąd pomysł na taki sklep i jak udało się jej go zrealizować.

Skąd pomysł na właśnie taki biznes jak „lumpex”?

Już dawno minęły czasy, gdy większość z nas ukrywała fakt chodzenia i kupowania w „ciuchbudzie”. Teraz nawet jest to trend, którym się chwalimy. Bardzo dobrym przykładem są blogerki i gwiazdy, które bardzo często w swoich wystąpieniach podkreślają, że rzecz, którą mają aktualnie na sobie, jest „wygrzebana” z second-hand’u.
W Szczecinie, gdzie się uczyłam i mieszkałam, na każdym rogu można było spotkać sklep z odzieżą używaną. Obecnie żyję w Berlinie, gdzie pracuję właśnie w jednym z takich sklepów. W dzielnicy, w której mieszkam zdecydowanie brakowało „lumpexu” z prawdziwego zdarzenia. Moim marzeniem było, aby taki powstał. Pragnęłam, by był pozbawiony specyficznego zapachu oraz by klientka, wchodząc do niego, poczuła się jak w dobrym sklepie odzieżowym.

Podczas wizyty w Anglii właśnie taki sklep miałam okazje spotkać na swojej drodze. Pamiętam jak dziś złożoną sobie obietnicę: jak skończę szkołę zawodową na kierunku sprzedawca, podszkolę się i założę własny biznes. Dotrzymałam słowa.

Rozumiem: pomysł był, ceł również. A skąd wzięłaś na to środki? Oszczędności?

W Niemczech wygląda to tak, że każda osoba, która zamierza otworzyć własną działalność musi w pierwszej kolejności zameldować się w urzędzie meldunkowym. Posiadałam swoje oszczędności, natomiast z banku, w którym prowadzę konto, uzyskałam minikredyt wysokości do 5.000 euro. Spłata jest na bardzo dobrych warunkach i obejmuje okres 3 lat. Banki w Niemczech pomagają w prowadzeniu firm, np. poprzez prowadzenie księgowości.
Rewelacja. Masz dofinasowanie. I co dalej?

Lokal wynajęłam mały, ale miał wielką zaletę. Był w samym centrum uczęszczanej przez młode osoby ulicy. Swoją pracę rozpoczęłam od remontu, przy którym pomogli mi znajomi. Ściany zostały pomalowane na modne teraz kolory – biel z szarością, dodatki i elementy dekoracyjne zostały utrzymane w tej samej tonacji. Na jednej ścianie zawisło wielkie lustro, a stara kanapa odnowiona na styl Ludwika XVI dodała wnętrzu uroku. Kolejno zabrałam się za zakup relingów, na których zawisły rzeczy, jak również komody z przeznaczeniem na ekspozycję proponowanych przeze mnie dodatków.

Sklep już masz, teraz rzeczy. Gdzie je kupujesz? Jak je wyszukujesz?

Chciałam, aby rzeczy, które będę, były wyjątkowe. Mieszkańsy Berlina są klientami wymagającymi. Zanim otworzyłam sklep, zaczęłam jeździć do hurtowni, aby rozejrzeć się za rzeczami. To, co mi się podobało kupowałam i trzymałam w domu. Wyszukiwałam drogie worki, w których coś będzie. Bo w hurtowniach są różne ceny – można kupić tanie, ale nie wiadomo, co tam się znajdzie, ciut droższe, w których już coś będzie i te najdroższe, które zawierają skarby. Często w moim sklepie można trafić na rzeczy markowe i to te z najwyższej półki, co wręcz zachwyca moje klientki.

A co z tym specyficznym zapachem?

Zainwestowałam. Wszystkie rzeczy oferowane w moim sklepie są starannie prane i prasowane parowo. To się opłaca. Mam już swoje stałe klientki, które to doceniają i wracają ponownie. Z dnia na dzień przybywa mi nowych zwolenników. Trafiają do mnie rzeczy zadbane, dobre gatunkowo. Sama również wyszukuje, aby były niepowtarzalne. Jeśli są jakieś małe wady, typu brak guzika, staram się je dopracować i usunąć. Tu mogę liczyć na pomoc zaprzyjaźnionej krawcowej.

Jaki plany na przyszłość?

Biznes kwitnie – jestem królową lumpexu! [śmiech] Na razie ważny jest dla mnie rozwój sklepu. Nawiązałam kontakty z dostawcami bezpośrednio z USA, Anglii i Australii. Moje klientki mówią na mnie żartobliwie królowa lumpexu, gdyż potrafię z podziemi „wygrzebać” dla nich skarby, przy których sklepy sieciowe się chowają. Jest to miłe, bo moja praca sprawia mi dużo przyjemności. Sklep też się przekształca, często wynajduje końcówki kolekcji, które również oferuję swoim klientom w bardzo dobrych cenach. Po za tym poznaję wiele nowych osób. Może w następnym roku wynajmę pomieszczenie obok i powiększę sklep – myślę o rzeczach dla dzieci. To na razie plany i marzenia. Ale jak już się przekonałam, marzenia są po to, aby je spełniać.

Rozmawiała: Daria Ptaszyńska, wychowawca Hufca Pracy 16-5 w Szczecinie

Zdjęcie: Magda Osmolińska (z lewej) podczas odwiedziny w Hufcu Pracy 16-5 i Pani Komendanta Małgorzata Siennicka