Wydawca treści Wydawca treści

Powrót

Radzic Stary, Świdnik, Londyn

Rozmowa z Wojciechem Balą, absolwentem Hufca Pracy w Świdniku.

Mirosław Jakima: Jak oceniasz swój pobyt w OHP?

Wojciech Bala: Różnie bywało. Szczególnie trudne są pierwsze trzy, cztery miesiące. Trzeba odnaleźć się w szkole, zakładzie pracy i w internacie. U siebie w domu miałem duże problemy z nauczycielami, dokładniej to oni ze mną. Ale wszyscy się znali, więc problemy wydawały mi się mniejsze. W nowym środowisku wszystko wydawało się bardziej skomplikowane, zagmatwane. Po pewnym czasie Hufiec, szkoła, internat stały się moim środowiskiem.

M.J.: Przez dwa lata uczęszczałeś do gimnazjum i do zakładu pracy jako nasz uczestnik. Nie od razu zacząłeś aktywnie działać i brać udział w różnego rodzaju imprezach.

W.B.: Dopiero jak dowiedziałem się o wojewódzkim konkursie informatycznym OHP, to sam nieśmiało zgłosiłem się do udziału. Informatyka to moja pasja, działam aktywnie na forach społecznościowych, prowadzę własną stronę, listę przebojów itp.

M.J.: Pamiętam, że jak pojechałem z Tobą do Lublina na konkurs wojewódzki to usłyszałem w przerwie obrad sędziów, że pierwsze miejsce jest zajęte dla zdecydowanie najlepszego zawodnika, który wiedzą i swoją pracą konkursową „bije" na głowę pozostałych. Fajnie, że tym zawodnikiem był nasz reprezentant.

W.B.: Pracą konkursową była moja strona internetowa. Stronę „stworzyłem" od początku do końca sam. Musiałem się wiele nauczyć, czytać informacje, stosować metodą prób i błędów. Pracy byłem pewny, ale bardzo się denerwowałem przy omawianiu. Nie znałem poziomu pozostałych uczestników. Jak usłyszałem, że zdobyłem pierwsze miejsce, to byłem super szczęśliwy. Do tej pory nic nie zdobyłem, była to moja pierwsza w życiu nagroda.

M.J.: A potem Ogólnopolski Konkurs Wiedzy Informatycznej OHP w Tarnowie w roku 2012

W.B.: Tylko wcześniej był konkurs wojewódzki. Bardzo pamiętny. Mieszkam w małej wsi Radzic Stary. A w dniu konkursu była ogromna zamieć śnieżna, zawieja i wichura. Zasięgu telefonicznego nie miałem, więc nie wiedziałem, że konkurs został odwołany. Do Lublina wyjechałem o 5 rano, warunki były złe, ale jeszcze nie było tragedii. Przed Lublinem telefonicznie dowiedziałem się o przesunięciu konkursu ze względu na pogodę. I z powrotem do mojego Radzica. Trzy kilometry przez pola w ogromnych zaspach. Ten dzień zapamiętam do końca życia.

W.B.: Natomiast Tarnów - to był wyjazd. Z województwa lubelskiego pojechałem razem z kolegą z Włodawy. Na 55 zawodników byłem 11. Nie byłem zadowolony z siebie. Po pierwsze znowu się „spaliłem" przy komisji, nie wszystko potrafiłem wytłumaczyć i zobaczyłem, że moja strona wymaga wiele pracy, ulepszeń. Ale cały czas spędzony w Tarnowie był wspaniały. Wyjazd do kopalni soli, zwiedzanie starówki, mnóstwo konkursów, zawodów. Cztery dni łącznie z podróżą upłynęły błyskawicznie.

M.J.: W 2013 pojechaliśmy do Tarnowa razem. Jak oceniasz swój drugi udział w konkursie?

W.B.: Byłem lepiej przygotowany. Pracowałem nad ulepszaniem strony cały rok. Liczyłem na dobre miejsce, ale za dużo sobie nie obiecywałem. Trochę bałem się, że znowu nie odpowiem przed komisją tak jakbym chciał. Że nerwy i trema popsują efekt przygotowań.
Pamiętam ogłoszenie wyników. Zaczęto ogłaszać zajęte miejsca od końca. Wręczano coraz lepsze nagrody, a Wojciecha Bali wciąż nie było wśród wyczytanych. To był horror. Czekałem, kiedy mnie wyczytają. Coś około 10-13 miejsca. Na takie liczyłem. A tu 3 miejsce. To była niespodzianka. Poziom uczestników był bardzo wysoki, tym bardziej cieszyłem się z wyróżnienia. Nagród było bardzo dużo, ale najbardziej ucieszyłem się z możliwości szkolenia komputerowego w dowolnym miejscu Polski i dowolnym czasie.  


M.J.:Swoją działalność w Hufcu rozpocząłeś dopiero po Twoim pierwszym udziale w wojewódzkim konkursie informatycznym w zimie 2012 roku. Wcześniej nic, a potem „eksplozja" działalności.

W.B.: Chyba się dostatecznie ośmieliłem. A potem to już było z górki. Brałem udział w zawodach sportowo-obronnych w Tomaszowie Lubelskim, gdzie drużynowo zajęliśmy pierwsze miejsce, w papieskim spływie kajakowym, konkursach plastycznych. Z Przemkiem wzięliśmy udział w Festiwalu Twórczości Artystycznej OHP w Puławach. Nie potrafimy śpiewać, recytować, nie mamy talentu kabaretowego. Zrobiliśmy, więc prezentację multimedialną o Hufcu. Myślę, że nie była taka zła, a na pewno była to zupełnie inna forma artystyczna niż wszystkie prezentowane do tej pory. Wyjeżdżałem na Zjazdy Aktywnych, działałem w samorządzie Hufca.
 
M.J.: Obecnie aktywnie działasz w klubie absolwenta.

W.B.: Miło spotkać po latach kolegów i koleżanki. Możemy porozmawiać z uczestnikami, którzy obecnie uczą się w OHP. Coś im podpowiedzieć, doradzić. Z niecierpliwością czekam na następne spotkanie.

M.J.: Co teraz robisz?

W.B.: Tuż po szkole wyjechałem do Londynu. Mam pracę. „Ściągnąłem" już dwóch chłopaków z OHP, razem próbujemy coś zrobić dla siebie. Początki były niezwykle ciężkie, ale nie żałuję decyzji. Najtrudniej było z językiem. Ale trzeba było uczyć się w szkole (śmiech). Teraz mogę sobie pozwolić na tani bilet lotniczy do Świdnika. Właśnie przyjechałem do Hufca bezpośrednio z lotniska. Jak wrócę do Polski, to będę miał już sporo doświadczeń i może nadrobię zaległości w nauce.

M.J.: Wojtek, dziękuję za rozmowę.

Autor: Mirosław Jakima