Asset Publisher Asset Publisher

Back

Warto wierzyć w swoje możliwości! Historia Sywlii

Jestem doradcą zawodowym w Młodzieżowym Centrum Kariery w Busku-Zdroju w województwie świętokrzyskim. Ponad rok temu poznałam Sylwię.

Przyszła do MCK ze swoją koleżanką, która znalazła na stronie internetowej ogłoszenie o naborze do projektu „Gwarancje dla młodzieży" i chciała dopytać o szczegóły. Sylwia przyszła dla towarzystwa.

Pozornie niezainteresowana i zdystansowana, bawiła się swoim telefonem komórkowym przez cały czas trwania naszego spotkania.

O tym, że jednak były to tylko pozory, świadczy fakt, że już po godzinie od wizyty w MCK, Sylwia wróciła i zadała mi pytanie, czy ona też mogłaby uczestniczyć w projekcie. Okazało się, że główną przyczyną, dla której wróciła, była możliwość darmowego uczestnictwa w kursie  prawa jazdy kat. B. Dziewczyna marzyła o tym, aby posiadać prawo jazdy. Nie chciała słyszeć o uczestnictwie w jakimkolwiek kursie zawodowym, w spotkaniach z doradcą czy psychologiem. Na pytanie, dlaczego, odpowiedziała:
- Proszę pani, ja i tak się niczego na kursie  nie nauczę, nie poradzę sobie, mnie i tak potem nikt nie zatrudni, bo ja nic nie potrafię.

Zaczęłam przekonywać Sylwię, że projekt jest właśnie po to, żeby każda osoba, która potrzebuje wsparcia w drodze do zatrudnienia, otrzymała pomoc.
- Czemu myślisz, że sobie nie poradzisz, dlaczego z góry zakładasz, że niczego się nie nauczysz? – dopytywałam.

I wtedy usłyszałam historię Sylwii:
 - Opowiem Pani o swojej przeszłości, o  sytuacji w domu. Nie skończyłam żadnej szkoły poza gimnazjum, a i w gimnazjum miałam ogromne kłopoty z nauką. W domu miałam i mam ciężką sytuację. Jestem najstarsza z siedmiorga rodzeństwa. Mój tato nadużywa alkoholu, a mama ciągle zajęta jest młodszym rodzeństwem i nie miała nigdy czasu pomagać mi w lekcjach ani nie pilnowała, abym chodziła do szkoły. Moja rodzina korzysta z pomocy społecznej, mieszkamy w domu socjalnym. Poszukiwałam jakiejkolwiek pracy, ale poza pracą dorywczą nie udało mi się dotychczas niczego znaleźć. 

Okazało się, że adres zamieszkania, który dziewczyna posiada jest stygmatem, czyli swoistym „negatywnym znakiem" – pracodawcy, przeglądając CV Sylwii, w chwili gdy docierali do jej adresu, kończyli rozmowę, nawet jeśli wcześniej byli skłonni ją zatrudnić. Dochodziły do głosu stereotypy, czyli uogólnione i nieprawdziwe przeświadczenia. Każdy, kto mieszka w Busku wie, że na ulicy Polowej, znajdują się tylko domy socjalne, czyli w pojęciu wielu ludzi – „patologia".
- Dlatego wiem, że w Busku żadnej pracy nie znajdę, nikt mnie i tak nie zatrudni. Nie warto się zapisywać na żaden kurs! – z rozżaleniem zakończyła swoją historię Sylwia.

Bardzo dużo czasu zajęło mi przekonanie Sylwii, aby jednak spróbowała swoich sił na kursie i stażu. Razem doszłyśmy do wniosku, że jej przeświadczenie o tym, że nic nie potrafi, jest błędne. Okazało się, że dziewczyna umie i lubi gotować. Często przygotowywała posiłki dla swojej dużej rodziny. Pozostało mi znaleźć pracodawcę, który zgodzi się na przyjęcie Sylwii na staż. Udało się, choć nie było to proste. Tak jak mówiła Sylwia – pracodawcy z Buska-Zdroju obawiali się zatrudnić dziewczynę z „patologicznej rodziny". Dopiero w odległej o piętnaście kilometrów od Buska miejscowości znalazłam restauratorkę, która zadeklarowała, że jeśli Sylwia ukończy kurs gastronomiczny, to będzie mogła odbyć u niej staż.

Sylwia rozpoczęła kurs. Wbrew własnym obawom, radziła sobie na nim znakomicie. „Była jedną z aktywniejszych słuchaczek" – deklarowali wykładowcy. To dodawało Sylwii otuchy. Widząc, że „nie odstaje" od swoich kolegów i koleżanek, nabierała wiary w siebie i uczyła się coraz chętniej. Zajęcia na kursie trwały miesiąc i zakończyły się pełnym powodzeniem – Sylwia bardzo dobrze zdała egzamin kończący kurs.

Po zakończeniu kursu rozpoczął się staż, a wraz z nim ruszył upragniony przez Sylwię kurs na prawo jazdy kat. B. Pogodzenie dojazdów na staż i na prawo jazdy nie było łatwe. Sylwia po pracy na stażu musiała jechać ok. 70 km, aby zdążyć na kurs nauki  jazdy w Kielcach. Mimo to z wielkim entuzjazmem dojeżdżała i nabywała umiejętności kierowcy. Jako pierwsza z grupy kursantów buskich zdała egzamin na prawo jazdy. Była niezwykle szczęśliwa, gdy przyszła do mnie dzień po odebraniu prawa jazdy:
 - Odkładam pieniądze ze stażu,  kupię samochód, wyjadę z Buska do Kielc lub Krakowa, tam poszukam pracy – mówiła z entuzjazmem.
- A czy zastanawiałaś się nad pracą w restauracji, w której jesteś teraz na stażu? – zapytałam, znając pozytywną opinię pracodawcy Sylwii na jej temat.
- Do pani Kowalskiej już dotarły informacje o tym, z jakiej rodziny pochodzę, na pewno mnie nie zatrudni – odparła Sylwia.
- Gdyby jednak chciała ciebie zatrudnić, czy ty chciałabyś tam pracować? – dopytywałam.
- Pewnie, że tak, szefowa jest bardzo fajna, dużo mnie nauczyła, lubię tam pracować.

Po tej rozmowie z Sylwią udałam się do Solca-Zdroju na rozmowę z właścicielką restauracji, w której Sylwia odbywała staż. Rozmowa nie była łatwa. Cały staż miał trwać pół roku, a w chwili, gdy odbyło się moje spotkanie z pracodawczynią, do końca umowy stażowej pozostały jeszcze trzy miesiące. W połowie stażu pracodawcy nie chcieli składać żadnych deklaracji. Nie mówili „nie". Nie chcieli również powiedzieć zdecydowanie „tak". Stażyści – w tym również Sylwia – tkwili więc „w zawieszeniu”, nie wiedząc, jaki los czeka ich po ukończeniu stażu.

Dobrym prognostykiem była jednak opinia pracodawczyni o Sylwii. Była bardzo pochlebna: - Sylwia jest pracowitą dziewczyną, chce się uczyć,  jest odpowiedzialna i punktualna – usłyszałam od właścicielki restauracji.

W końcu staż dobiegł końca. Kilkanaście dni przed końcem umowy stażowej Sylwii wróciłam do rozmowy o jej zatrudnieniu. Okazało się, że pracodawczyni zaproponuje Sylwii kontynuowanie zatrudnienia już na umowę o pracę na kolejne pół roku i nie wyklucza przedłużenia tej umowy.

Sylwia nie bardzo chciała w to uwierzyć:
- Proszę pani, ja w życiu bym nie pomyślała, że przypadkowe spotkanie kilka miesięcy temu z panią w MCK tak zmieni moje życie.
Uwierzyła chyba dopiero wtedy, gdy zobaczyła swoją umowę o pracę.

Właściwie moja historia o Sylwii mogłaby się w tym miejscu zakończyć, ale dodam jeszcze tylko tyle, że po miesiącu pracy dziewczyna odwiedziła mnie z kolejnymi dobrymi wiadomościami:
- Pani Elu, kupiłam samochód, stary bo stary i wydałam na niego wszystkie oszczędności. Teraz, jak mam lepszy dojazd, to będę mogła brać nadgodziny i więcej zarabiać. Planuję też wynająć w przyszłości pokój i wyprowadzić się z ulicy Polowej.

Sylwia – jestem z Ciebie bardzo dumna i trzymam mocno kciuki, aby wszystkie Twoje plany się ziściły!

Autor: Elżbieta Ścióg - doradca zawodowy MCK  w Busku-Zdroju