Asset Publisher Asset Publisher

Back

„Zawsze warto być człowiekiem, Choć tak łatwo zejść na psy.”- źródło: Dżem, Autsajder

W roku 2000-nym rozpocząłem pracę w Hufcu Pracy 9-8 w Sanoku. Na rozmowie kwalifikacyjnej Komendantka Hufca, moja przyszła szefowa mówiła o działalności jednostki, o moich obowiązkach, ale tak naprawdę najwięcej czasu poświęciła młodzieży. Nasłuchałem się o trudnościach w nauce, wagarach, nałogach i o tym jak wiele serca trzeba włożyć w tą pracę, by coś z nimi osiągnąć.

Większość uczestników hufca stanowili chłopcy, uczący się zawodu w trzech dużych fabrykach. Pod opiekę dostała mi się grupa ślusarzy. Już patrząc na listę obecności i ich twarze wiedziałem…Nie będzie łatwo.

Początki bywają trudne

Jak ja się za was wezmę - pomyślałem – to zaczniecie chodzić jak w zegarku. Rozpoczęła się pogoń za dobrą frekwencją, ocenami, wydajną pracą i lepszym zachowaniem. Biegałem po fabryce i szkole, sprawdzałem, ochrzaniałem za byle głupotę. A efekt… słaby. Mizerny w stosunku do włożonej pracy. Wprawdzie zyskałem pewien szacunek związany z tym, iż trudno mnie było zrobić w przysłowiowego „konia", ale znaczna grupa nie poddawała się rygorom i z uporem „robiła swoje". Z czasem zaczęliśmy się lepiej poznawać. Uczestnicy mnie, a ja ich. Sytuacja rodzinna, zamieszkanie, doświadczenia życiowe, zdolności i temperament wpływały na postawę moich orłów. Powiedzmy szczerze, że w życiu większość z nich nie miała łatwo. Przeciętny licealista nie przeżył ani ułamka tego stresu co oni. Dzięki zrozumieniu tych wszystkich czynników mogłem zweryfikować swoje metody wychowawcze. Stałem się mniej srogi, za to bardziej manifestowałem swój pozytywny stosunek do moich wychowanków. Dało to pewne efekty. Stali się bardziej otwarci i mniej nerwowi.

Kilka sprawdzonych zasad pracy wychowawczej

Dziś jestem komendantem hufca. Starym wygą, co już nie jedno widział. Dalej jednak hołduję zasadzie, że należy do pracy podchodzić spokojnie. Staram się nie denerwować, wykazywać opanowanie w kontaktach z wychowawczyniami i młodzieżą. Bowiem „nakręcony" komendant czy wychowawca mogą zatruć atmosferę uczestnikowi, a i sobie także na długi czas. Drugą ważną zasadą jest pozytywny stosunek do siebie podczas pracy. Każdy chce przebywać tam, gdzie jest akceptowany, wysłuchany, może otrzymać wsparcie i pomoc. Ważna także jest szczerość, sprawiedliwość i jasność sytuacji.

Przyjmując nowego uczestnika do hufca zaznajamiam go z regulaminem. Najważniejsza jest jednak męska rozmowa. Ustna umowa pomiędzy dwoma dorosłymi osobami (traktuję w tym momencie kandydata jak dorosłego).

„W naszym hufcu obowiązują następujące zasady:

  1. Uczęszczasz regularnie do szkoły i na praktykę.
  2. Zachowujesz się przyzwoicie.
  3. Uczysz się i pracujesz na tyle, ile jesteś w stanie.

W zamian obiecuję, że będziemy Ci pomagać i ze swoimi problemami nigdy nie zostaniesz sam. Jeśli się zgadzasz na ten układ, to Cię przyjmuję. Jeśli nie, to tracimy czas."

Myślę, że takie rozmowy dodają godności i pewności przyszłemu uczestnikowi. Inna sprawa czy wychowanek stosuje się do tych zasad. Wtedy jednak ja przypominam o tej rozmowie. Złamanie słowo to przecież wstyd, a swój honor każdy ma.

W wychowaniu młodego człowieka szczególną rolę odgrywają rodzice. Tam gdzie rodzic ma dobry kontakt z dzieckiem z reguły nie występują poważne problemy z frekwencją i zachowaniem. Gorzej, jeśli tego kontaktu nie ma, lub jest słaby a czasami okazjonalny. W tym przypadku wychowawca faktycznie będzie przejmował pewne kompetencje rodzica związane z kontrolą podopiecznego i wskazywaniem mu życiowej drogi. Wszystko zależy od dobrej woli uczestnika. W tym momencie przestrzegam moich kolegów i koleżanki przed nadmiernym spoufalaniem się z młodzieżą. Podopieczny, bowiem potrzebuje nie następnego kolegi, ale bardziej ojca i matki. Rodziców oczywiście nie zastąpimy, ale możemy im pomóc w procesie wychowania.

Warto zwrócić uwagę na jednolitość procesu wychowania. Pod tym pojęciem będę rozumiał cele wychowawcze, a także sposób ich realizacji. Tak naprawdę rodzice, szkoła, zakład pracy czy hufiec cały czas oddziałują na młodego człowieka. Ważny przy tym jest tzw. „stały kurs" wobec młodzieży, czyli nie zmienianie celów w trakcie szkolenia. Jest to bardzo trudne, gdyż ścierają się tutaj różne interesy. Różnice zdań pomiędzy wychowującymi podmiotami wprowadzają u młodego człowieka dezorientację. Nawet najlepszy uczestnik nie jest w stanie wszystkich zadowolić. W tym przypadku słucha tego, co ma najmniejsze wymagania. Pomijam sytuację, gdy przestaje słuchać kogokolwiek. W zależności od sytuacji kierować się będzie także obawą przed konsekwencjami zachowania, wyrachowaniem (np. „Lepiej podpaść w szkole niż na praktyce, bo ze szkoły tak szybko nie wyrzucą"), czy wreszcie sympatią (np. „ Zrobię to dla pani X, bo ją lubię. Nie zrobię dla tego Y, bo mnie wkurza"). Znaczenie przy podejmowaniu decyzji będzie miał szacunek, jaki wychowanek ma do nauczyciela, wychowawcy czy instruktora. W obecności młodzieży należy się szczególnie kontrolować: nie okazywać negatywnych emocji, robić nerwowych ruchów, przeklinać, palić papierosów itd. Uczestnicy mogą to naśladować, rozgrzeszając swoje zachowanie powielaniem czynów wychowawcy. Każdy pedagog nie powinien przy podopiecznym komentować negatywnie działań swoich szefów i kolegów po fachu. Tak samo szef nie może dyscyplinować pracownika w obecności młodzieży. Człowiek krytykowany, okaże się dla uczestnika osobą niekompetentną i będzie tracił autorytet. Takie zachowania są niedopuszczalne. Pamiętać należy, że najważniejsze nie są interesy instytucji czy nasze ambicje, ale dobro dziecka.

Problemem dla młodego wychowawcy, będzie ustalenie granicy, na co można pozwolić młodzieży w stosunku do własnej osoby. Młodzież w szczególnych przypadkach np. zdenerwowania, zapomnienia może naruszać naszą godność osobistą. Najczęściej wynika to ze stresu, wyluzowania i sposobu bycia, rzadziej ze złośliwości. Nie wolno nad takimi przypadkami przechodzić obojętnie. Uczestnik musi przeprosić i zostać ukarany, by takie sytuacje się nie powtarzały. Zajmując się własną godnością nie zapominajmy o poszanowaniu innych osób z naszego otoczenia. O ile w stosunku do naszych współpracowników zachowujemy się przeważnie odpowiednio, to w stosunku do uczestników czasem się zapominamy. Należy się bardzo kontrolować, aby żadnego z naszych podopiecznych nie urazić. Młody człowiek jest na temat własnej godności bardzo wrażliwy. To my powinniśmy dawać przykład dobrego zachowania.

Pewnym problemem zwłaszcza dla nowo przyjętych uczestników, są konflikty z otoczeniem wynikające ze złej komunikacji i braku asertywności. Zalecałbym tutaj przeprowadzanie programów, które sprzyjają prawidłowej adaptacji młodzieży w nowym środowisku. Takie programy przeprowadzamy, co roku z naszą młodzieżą i dają one dobre rezultaty.

Gdy istnieje pozytywna więź na linii wychowawca – uczestnik łatwiej namówić młodego człowieka do większej aktywności. Jest to tym bardziej ważne, że nasza młodzież w większości nie wykazuje się aktywnością i daleko jej w tym względzie do uczniów liceum i technikum. Co nie zmienia faktu, że należy pracować z naszymi podopiecznymi i można osiągnąć znaczne sukcesy. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że jest to okupione niejednokrotnie morderczą pracą uczestnika i jego wychowawcy. Zajęcie czołowych miejsc na ogólnopolskich konkursach, co kilkakrotnie nastąpiło podczas mojej pracy, jest możliwe. Muszą być spełnione jednak konkretne warunki. Przede wszystkim uczestnik musi być uzdolniony w tej dziedzinie, widzieć celowość swoich działań i być wspomagany (motywowany, a czasem dyscyplinowany) przez wychowawcę.

Cieszmy się z sukcesów naszych uczestników. Sukcesem będzie ukończenie szkoły, dodatkowego kursu czy zdobycie zawodu. Ważne są nawet najmniejsze osiągnięcia naszych uczestników. Gdy patrzę na absolwentów dumnie trzymających świadectwo ukończenia szkoły i czeladnicze - łza się w oku kręci. Każdy ich sukces odbieram, jako także swój i wychowawczyń w hufcu.

Obecność uczestnika w hufcu jest dobrowolna. Dbajmy więc o naszych podopiecznych. Bądźmy w stosunku do nich wymagający, ale też sprawiedliwi. Okażmy im dużo cierpliwości i bądźmy autentyczni („pozerów" w OHP młodzież „nie trawi"). Dbajmy o to, by po kilku czy kilkunastu latach rutyna nie zapanowała nad naszym postępowaniem. Doświadczenie i umiejętności w kontaktach z młodzieżą są nie do przecenienia. Najważniejszą jednak cechą dobrego wychowawcy jest jego serce do pracy.

Autor: Tomasz Nazar- Komendant HP 9-8 w Sanoku

Źródło: opracowanie własne

 


Web Content Display Web Content Display