Публикатор Публикатор

Назад

Od uczestnika OHP do przyjaciela. Z pamiętnika wychowawcy

Drogi pamiętniku, dziś dzień na powrót do przeszłości. Angela dzwoniła chwilę temu i pytała, co słychać i czy spotkamy się po południu.

Próbuję przypomnieć sobie, jak to było z tą naszą przyjaźnią, jak to wszystko się zaczęło. Ach, już pamiętam! Gdy 8 lat temu, w 2007 roku, zostałam przyjęta do pracy w OHP, przez pierwsze miesiące mojej pracy wdrażałam się w zadania i obowiązki wychowawcy. Zaznajamiałam się ze specyfiką funkcji, którą będę pełniła w skarżyskim Hufcu Pracy. Jednym z zadań wychowawcy jest nadzór i opieka nad uczestnikami podczas nie tylko imprez rekreacyjnych, kulturalno-oświatowych czy sportowych, ale także w czasie realizacji zajęć szkolnych i zajęć praktycznej nauki zawodu.

Jedną z moich podopiecznych była Angelika Osika. Wysoka długowłosa blondynka o niebieskich oczach wyróżniała się na tle innych uczestników OHP swoim zaangażowaniem w działaniu, ale także swą otwartością, szczerością i poczuciem humoru. Dla uczestników OHP wychowawca to w pewnym sensie autorytet, osoba wspierająca, negocjator, nauczyciel, pedagog. Profesjonalność naszej pracy nie pozwala nam na przyjaźń między wychowawcą a uczestnikiem, kiedy młody człowiek jest naszym podopiecznym.

Tak też było w naszym przypadku, kiedy byłam wychowawcą Angeliki do 2009 roku. Podczas naszej wspólnej pracy przez prawie 2 lata wiele sytuacji dało mi do myślenia, że jestem dla niej w pewnym stopniu ważna, że mi ufa, że widzi we mnie nie tylko wychowawcę. Gdy spłonął Angelice dom, pierwszą osobą, do której zadzwoniła, mówiąc, że stoi w samej kołdrze przed palącym się domem, wśród dźwięków straży pożarnej, byłam ja. Miałam wtedy mieszane uczucia: z jednej strony cieszyłam się, że zadzwoniła do mnie, do swojego wychowawcy OHP, z drugiej zaś byłam bezsilna, nie wiedziałam, jak jej pomóc, co mogę w tej sytuacji zrobić.

Zaraz po pracy pojechałam do niej, z przykrością patrzyłam na zgliszcza jej domu, łzy same napływały do oczu, a Angela, jak to zwykle ona pełna optymizmu, przywitała mnie razem z rodzicami i ze swoim chłopakiem Januszem. Powiedziała, że wszystko się jakoś ułoży, że dadzą sobie radę i jakoś to będzie. Całe wydarzenie zgłosiłam do Komendy Wojewódzkiej OHP, zrobiono zbiórkę pieniężną, przekazaliśmy jej zebraną kwotę. W tamtym czasie Angela wiedziała, że niestety nie jestem w stanie pomóc jej finansowo, ale może liczyć na moje wsparcie.

Po tym wydarzeniu zaproponowałam Angeli, żeby udzielała się nie tylko w OHP, ale także by została wolontariuszem na świetlicy środowiskowej, w której dodatkowo pracowałam popołudniami. Bardzo ją to zainteresowało i wciągnęło do działania. Wspólnie przygotowywałyśmy dla dzieci posiłki, odrabiałyśmy z nimi prace domowe, organizowałyśmy czas wolny, zabawy karnawałowe i andrzejkowe. Dawało nam to wiele satysfakcji i mogłyśmy poczuć się dziećmi, gdy wspólnie z dzieciakami na balu przebierańców tańcowała księżniczka i diabeł.

Po skończeniu szkoły zawodowej Angela podjęła naukę w liceum dla dorosłych. W jej życiu prywatnym nastąpiły największe zmiany. Postanowili z Januszem się pobrać, oczekiwali narodzin dziecka. Nasz kontakt nie był już tak intensywny jak podczas pobytu Angeliki w OHP, ale cały czas miałyśmy go podtrzymywałyśmy. Tak naprawdę nasza przyjaźń nabrała wyrazistości jakiś rok temu. Jest takie powiedzenie, że chcąc poznać przyjaciele, trzeba z nim beczkę soli zjeść. Myślę, że tak też było w naszym przypadku. Obie jesteśmy już matkami, nasi synkowie się bardzo lubią, mężowie się dogadują, nadrabiamy ten stracony czas bez spotkań i wspólnych rozmów.

Jak widać po naszym przypadku przyjacielem może być były uczestnik OHP. Śmiem stwierdzić, że przyjacielem może być każdy, bez względu na wiek czy wykonywany zawód. Możemy liczyć z Angelą na siebie zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziś nie wyobrażam sobie mojego życia bez niej J

Autor: Justyna Warwas        

Na zdjęciach (od lewej): Justyna Warwas, Angelika Osika              


Отображение сетевого контента Отображение сетевого контента